s. 126, Tagliatelle gambesi e rucola
|
|
Jeżeli ktoś chciałby podzielić sosy do makaronów na letnie i zimowe, to głosowałbym za pierwszym miejscem wśród letnich właśnie dla tego. Oczywiście, jak zwykle w przypadku baaardzo prostych przepisów, za pierwszym razem miała miejsce kompletna klapa. Rukola zamieniła się w szpinak bez smaku, bo za długo ją obracałem w gorącym sosie i musiałem dołożyć surowej, żeby to w ogóle miało jakiś smak. Kompletna klapa! Nie może być surowa i nie może być już ugotowana. Operację zanurzenia w sosie i włożenia makaronu do rondla trzeba robić naprawdę błyskawicznie. Parę sekund może wszystko zepsuć. Za drugim razem było duuuużo lepiej, ale czuję, że to jeszcze nie wszystko co można z tego dania wyciągnąć. Autor przestrzega przed zbyt dużą ilością papryki. Przestraszony tym zastrzeżeniem wdrobiłem jej tyle, co kot napłakał. Za drugim razem dałem dwa razy więcej i myślę, że nadal daleko było do momentu zepsucia potrawy jej nadmiarem. Czyżby sos Beschi miał zostać zdetronizowany? Swoją drogą ciekawe, dlaczego w nazwie jest gambesi a nie gamberi, jak chyba powinno być po włosku. Czy to wersja południowa? |