Maroilles, czytaj marłal
|
|
Wprawdzie miało już nie być więcej wątków o jedzeniu, tylko o muzyce, ale pokusa podzielenia sie z innymi naszym małym odkryciem przeważyła. W zabawnej komedii “Bienvenue chez les Ch’tis” ( po naszemu “Jeszcze dalej niż Północ”), która bije jakies niesamowite rekordy oglądalności we Francji, pojawia sie m.in. ser maroilles. O ile dobrze pmiętam, pierwsze śniadanie podane Philippe’owi – Prowansalczykowi i głównemu bohaterowi tej historii – w Bergues, małym północnym miasteczku, składało się z chleba i owego sera, który ekstremalnie mocnym zapachem i bardzo wyrazistym smakiem natychmiast odstraszył nieprzywykłego do tak gwałtownych doświadczeń zmysłowych Philippe’a. Żeby złagodzić smak maroilles, Francuzi z Północy, ku osłupieniu naszego Południowca, w trakcie jedzenia maczają go w kawie. Ponoć sprzedaż tego sera wyraźnie wzrosła po projekcji filmu. Zresztą sporo w nim (filmie) innych zajmujących obserwacji znad francuskiego stołu, które poniekąd mogłyby uzupełniać i wzbogacać ,,Melokuchnię”. Słyszałam, że Amerykanie już przygotowują swoją wersję “Jeszcze dalej” – mam pewne wątpliwości, czy pod względem kulinarnym będzie ona równie wciągająca. |